Nadszedł piątek 21 października, czas ruszyć na Żar, Sekcja Szybowcowa wyrusza kilkoma samochodami polatać w Górach. Zabieramy swojego puchacza, zapinamy przyczepkę i ruszamy z Olsztyna przed 10 rano. W okolicach Piotrkowa dociera do na Ania. Około 14 kolejna ekipa: Iza, Justyna i Jarek ruszają kolejnym autem. Dwie godziny startuje następne auto - Romek i Bartek. Późnym wieczorem jesteśmy w komplecie.
Następnego dnia spotykamy się około 9 przy hangarach. Hangary w chmurach, więc jedziemy na naleśniki do Żywca. W Kendo mają najlepsze naleśniki w okolicy. Iza i Jarek jadą do Wieliczki, potem do Muzem Lotnictwa w Krakowie, mamy zamiar do nich dołączyć jeśli pogoda się nie zmieni. Na szczęście niebo zrobiło się niebieskie, jedziemy na lotnisko poskładać Puchacza.
Sobota. Składanie Puchacza mimo pomocy tubylczego Szefa Technicznego idzie nam opornie, a Szymon poleciał z jakimś uczniem. Nie możemy spiąć statecznika poziomego, o, jest Szymon, magiczne dotknięcie wkrętaka, śmieszne ruchy i jest. Wykonaliśmy dwa loty sprawdzające, pogoda jest niezbyt sprzyjająca. Hangarujemy i udajemy się na zakupy, które pozwolą nam na wykonywanie wieczorem tradycyjnych czynności okołolotniczych.
Niedziela. Zbiórka o 9 w naszym pokoiku. Niesłona jajecznica na śniadanie. O 10 stawiamy się na lotnisku, wyciągamy zabawki z nadzieją, że oderwiemy się dziś wszyscy od ziemi. Słońce grzeje, termiki nie ma. Montujemy kamerę na skrzydle, testujemy. Hmm, piękna polska złota jesień, no cóż, czas się oderwać chociaż na kilkuminutowy lot, nie przyjechaliśmy tu dla przyjemności!
W poniedziałek koło południa opuszcza nas Jarek, nasz szybownik - motolotniarz. Pogoda natychmiast się zmieniła, zaczęło wiać...
We wtorek punktualnie o 8 jesteśmy w komplecie pod hangarami. Wykonaliśmy kilkanaście lotów żaglowych, każdy z uczestników wyprawy na Żar poleciał conajmniej raz na ponadgodzinny lot. Wiał mocny wiatr, więc każdy mógł skonfrontować swoje umiejętności lotnicze z siłami natury. Lataliśmy w deszczu, szczególnie nad Magurą było spore zagęszczenie szybowców. Dwie pary oczu w jednym puchaczu były konieczne do szybkiej lokalizacji pojawiających się ze wszystkich stron szybowców. Bitwa o Anglię dawno się skończyła, a my dalej dzielnie walczyliśmy. Umęczeni, zadowoleni z lotów lądowaliśmy na pochyłym lotnisku pod górą Żar.
Środa. Nadal wieje, nieco słabiej niż wczoraj, nie przeszkadza to w lataniu na żaglu, każdy wykonał 1-2 loty, z góry wszystko wygląda inaczej, różnorodność kolorów wprawiała w zachwyt. Wrażenia potęgowała bliskość drzew, niewielką odległością szybowca od zbocza. W kilku lotach dane nam było oglądać odległe Tatry! Wieczorem odwieźliśmy Justynę i Łukasza na dworzec do Bielska Białej, niestety zabrali wiatr ze sobą. Od czwartku nie było już pogody do ćwiczenia żagla.
W czwartek odwiedziliśmy Muzeum Lotnictwa w Krakowie - bardzo polecamy.


























