Dzięki życzliwości naszego naczelnego aeroklubowego motolotniarza – Jarka Ruszczaka – miałem niedawno wielką przyjemność poczuć się jak w filmie Skyfighters. Kadry z odrzutowcami latającymi w chmurach, dosłownie tnąc obłoki skrzydłami, nasuwały się same...
Był piękny słoneczny dzień z mnóstwem chmur typu cumulusowego i nie tylko. Zawitałem na lotnisko, aby zabrać swoje auto, które musiałem porzucić z racji uczestnictwa w tradycyjnej imprezie na celność lądowania w dniu poprzednim ;) Jarek musiał być już od rana na lotnisku i patrzeć w niebo, bo prawie od razu zaproponował mi lot swoją czerwono-żółto-białą motolotnią nad chmurami. Nie mogłem nie skorzystać z okazji, szczególnie że nigdy w życiu nie miałem okazji jeszcze polatać nad cumuluchami. Jako szybownik nizinny zazwyczaj muszę je oglądać od spodu ;-) Przed lotem zostałem wyposażony w kombinezon, bo choć dzień był ciepły, okazał się on zbawienny na pułapie przelotowym :-) Jeszcze tylko pożyczyć rękawiczki od szefa wyszkolenia i zapinamy się w wózku- ja z tyłu z aparatem, Jarek z przodu za sterem(ami). Kołowanie na pas, chwila na rozgrzanie silnika i już prujemy w niebo. Widoczność więcej niż świetna, powietrze było wyjątkowo przejrzyste tego dnia. Słońce przebijające się przez chmury i jego promienie odbijające się od jezior tworzyły niesamowitą aurę tego dnia. Starałem się cały czas robić zdjęcia, lecz nie wychodziło mi to zbyt dobrze. Kask typu motocyklowego nie pozwalał na dobre kadrowanie, a obawa przed zgubieniem aparatu utrudniała manipulacje parametrami zdjęć. Ostatecznie musiałem zawierzyć trybowi automatycznemu bo sam nie dałbym rady. Aby być ponad chmurami musieliśmy się wzbić na 2200 metrów nad ziemię. Widoki zapierały dech w piersiach, możliwość złapania chmury w rękę bezcenna ! Takie rzeczy tylko na motolotni, w samolocie jesteśmy zbyt mocno odgradzani od świata przez szkło i poszycie. Porównać to można do jazdy motocyklem, tyle tylko, że w 3D ! Szkoda słów, trzeba spróbować samemu :-) Lot trwał za krótko lecz temperatury minusowe jak i pęd powietrza na tej wysokości skutecznie zniechęcały do dłuższej kontemplacji chmurzastych krajobrazów. Jak zimno było wie mój aparat w, którym przy zniżaniu zamarzła migawka... Lądowanie gładko, bez żadnych problemów – doświadczenie Jarka mówi samo za siebie. W powietrzu zima, na ziemi złota polska jesień, aż przyjemnie słońce grzeje w zmarzniętą twarz :-) Zrzucam kombinezon, dziękuję koledze i odmrażam aparat, wspaniały lot !
PS. Jeszcze raz wielkie podziękowania dla Jarka Ruszczaka. Ciężko o lepszą przygodę, gdy szybowce na ziemi !
Piotr Ścibior, szybownik, członek Aeroklubu Warmińsko Mazurskiego. Olsztyn, październik 2011.


























