Dzisiaj rano, 16 grudnia 2009, spośród ponurej zmrożonej rzeczywistości lotniczej wynurzyła się pewna Wilga. Pomyśleć można - Wilga, jak Wilga, cóz w tym nadzwyczejnego? No niby tak, lecz wystarczyło zerknąć jej nieco głębiej w oczy, aby dowiedzieć się, że jest to najprawdopodobniej najmłodsza Wilga 35 na świecie.
W pierwszej kolejności rzuciło sie w oczy jej bardzo charakterystyczne malowanie - czarna z żółtymi szachownicami na masce, sterach kierunu i wysopkości, oraz końcówkach skrzydeł. W rozmowie z pilotem i właścicielem, którzy nieco zdziwieni naszym zainteresowaniem bezproblemowo odpowiadali na nasze pytania, dowiedzieliśmy się, że jest to Wilga, która ma - owszem - juz dwadzieścia lat, ale jej nalot kształtuje się na poziomie 20 godzin od NOWOŚCI!!! Tak tak, nie od remontu, a od nowości - podobnież stała gdzieś, niewiadomo gdzie (jak w piosence o pszczółce Mai - może stąd to malowanie?) w Polsce, Białorusi czy Ukrainie jako "ekskluziw" dla własnych celów jakiegoś dygnitarza, jeszcze od "starych, dobrych czasów".
Całkiem niedawno jednak zanabyła ją litewska firma specjalizująca sie w remontach przede wszystkim Jaków i po wyremontowaniu przedstawiła do sprzedaży. Za ile? Tego nie wiemy - właściciel powiedział "it's secret".
Niemniej jednak, warto było w tym mrozie przyjrzeć sie tak wyrychtowanej damie, której nie mniej sympatyczne, jednak nieco bardziej nadszarpnięte zębem czasu siostry widzimy na co dzień na naszych lotniskach.
Po zatankowaniu samochodowego paliwa (wg jej instrukcji można normalnie), ta śliczna czarna lejdi poleciała do Gdańska, skąd w ciągu najbliższych dni podobniez zawędruje aż w okolice Belfastu, by cieszyć swą jakością właściciela, który bedzie na niej latał "dla siebie, a jak zdobędzie nieco doświadczenia, to może i poholuje" - jak to sam w rozmowie oświadczył.

Pozazdrościć...












